Expand 2x Expand hover 2x
Close sidemenu Close sidemenu hover
Spis treści
  1. I. Wstęp (30m)
  2. II. Dziennikarskie podstawy (60m)
  3. III. Podstawowy sposób pisania artykułów (30m)
Resources

Podstawowy pakiet narzędziowy

Typ artykułu: nowa, wielka idea

Sarikabansal

GOŚCINNY KOMENTATOR

Sarika Bansal

Founder, Honeyguide Media

Od faveli w Brazylii po poradnie narkotykowe w Tanzanii – Bansal konsekwentnie publikuje przekonujące i konkretne artykuły. Obecnie jest redaktorem naczelnym The Development Set.

Al Jazeera America

Uzależnieni w Tanzanii

Dar es Salaam, Tanzania. Każdego ranka setki Tanzańczyków wybierają się do otwartej pod gołym niebem kliniki uzależnień Muhimbili National Hospital. Podróż nie zawsze jest przyjemna. Część jedzie zatłoczonymi lokalnymi autobusami, inni godzinami przemierzają zalane słońcem ulice Dar es Salaam.

Jeden po drugim pacjenci podchodzą do okienka, gdzie siedząca za metalową kratą pielęgniarka podaje plastikowy kubek wypełniony płynnym metadonem. Wypijają lepką ciecz pod czujnym okiem pracowników kliniki. Przez resztę dnia nie będą odczuwać pragnienia heroiny.

– Długo nie mogłam żyć bez heroiny – mówi Stamil Hamadi, 34-letnia kobieta o spokojnym obliczu i twarzy w kształcie serca. – Postanowiłam spróbować metadonu. Mój stan zdrowia zaczął się poprawiać, przybrałam nawet na wadze.

Poradnia metadonowa Muhimbili jest pierwszą tego rodzaju w kontynentalnej części Afryki Subsaharyjskiej. Niewiele rządów, organizacji non profit i niewielu darczyńców w Afryce pracuje z uzależnionymi od heroiny. Médecins du Monde (MdM), międzynarodowa organizacja non profit, która zajmuje się uzależnionymi od heroiny w Tanzanii, szacuje, że mniej niż 1% narkomanów na kontynencie ma dostęp do usług wsparcia. Nie mówiąc już o planach leczenia, takich jak leczenie metadonem.

Tanzania jest wspaniałym wyjątkiem. W 2009 r. rząd oświadczył, że uzależnieni od narkotyków potrzebują leczenia opartego na sprawdzonych metodach. Dzięki pomocy Stanów Zjednoczonych i Kanady Ministerstwo Zdrowia Tanzanii zatwierdziło kompleksowy plan zapobiegania uzależnieniu od heroiny i leczenia go.

W ostatnich latach w USA i w innych częściach świata wzrosła popularność heroiny. Wg Biura ONZ ds. Narkotyków i Przestępczości (UNODC) w Afryce Wschodniej jest już ponad 500 tys. heroinistów i tam właśnie kończą się popularne szlaki przemytu narkotyków w basenie Oceanu Indyjskiego. UNODC uważa, że w Tanzanii może mieszkać prawie 60% heroinistów – najwięcej w portowym mieście Dar es Salaam.

Wkrótce po tym, jak w latach 90. heroina wkroczyła do Dar es Salaam, jej surowa forma – brązowa, nie biała – wślizgnęła się do tętniących życiem miejskich dzielnic, takich jak Temeke. Tam mieszka Hamadi. Dawka brązowej heroiny, znanej na ulicy jako brownie, kosztuje zaledwie 1 dol. Biała heroina jest czasami nazywana Obamą.

– Port zapewnia wiele korzyści ekonomicznych, ale stwarza również możliwość nielegalnego handlu narkotykami – mówi Brian Rettmann, koordynator PEPFAR (The President’s Emergency Plan for AIDS Relief). – W Tanzanii cena heroiny należy do najniższych na świecie, co bardzo przyczyniło się do gwałtownego wybuchu jej popularności.

Ponieważ dochód na jednego mieszkańca kraju wynosi zaledwie 700 dol. rocznie, niska cena heroiny pozwala na zakup tego narkotyku mieszkańcom z różnych grup społecznych.

Niektórzy heroiniści zarabiają, pracując dorywczo, np. szukając pasażerów kierowcom autobusów. Pieniądze na narkotyki można również zdobywać nielegalnie. Jeden z przyjaciół Hamadi chwalił się tatuażem na klatce piersiowej, przedstawiającym orła i symbolizującym schemat jego ataku na ofiarę, podczas którego okrada ją i potrafi wzbić się w górę – to znaczy naćpać… Wiele narkomanek świadczy usługi seksualne, aby opłacić nałóg.

Podobnie jak w wielu innych miejscach na świecie, heroina w Dar es Salaam zbiera największe żniwo wśród młodych, bezrobotnych i znudzonych życiem. Hamadi miała 18 lat, kiedy po raz pierwszy wypaliła heroinę zmieszaną z marihuaną. Mieszkała z ojcem, ale czasami bywała również u przyjaciółki. Pewnego wieczoru, w 1998 r., spotkała podczas imprezy mężczyznę, który zaproponował jej wyjątkowo silnego dżointa.

– Szczerze mówiąc, po pierwszym razie nie czułam się dobrze – wspomina Hamadi. – Tylko że następnego dnia już mi tego brakowało. Byłam jakby przeziębiona i miałam objawy gorączki. Ten facet powiedział mi, że to nie gorączka. To nałóg. Zapytałam, co to jest nałóg, bo nie wiedziałam. Kazał mi coś powąchać. Wzięłam dwie kreski i nagle poczułam się silnie i wspaniale.

Hamadi szybko się zakochała – i w mężczyźnie, i w heroinie. Ellen Tuchman, która na Uniwersytecie Nowojorskim bada przypadki nadużywania przez kobiety substancji odurzających, twierdzi, że ta historia nie jest niczym niezwykłym.

– Wiemy, że kontakty społeczne kobiet mają duże znaczenie, począwszy od dojrzewania. Jeśli kobieta ma partnera, może to wywrzeć duży wpływ na początek jej uzależnienia – mówi.

Chociaż większość tanzańskich kobiet pali lub wciąga heroinę, w ciągu dwóch lat Hamadi zaczęła eksperymentować z igłami. Szukała tak silnych, czystych doznań, jak wtedy, gdy zaczynała brać. W tym samym roku urodziła zdrowego chłopca. Jej partner zarabiał na rodzinę, podając się za wróżbitę.

Gdy dziecko Hamadi miało cztery lata, jej facet zaczął narzekać na ból zęba. Bardzo spuchła mu szczęka. Po kilku miesiącach zmarł. Przyczyny nie ustalono.

– Czułam się tak bardzo samotna – mówi Hamadi. – On chronił mnie aż do dnia, w którym zmarł. Nie wiedziałam, jak zarabiać na życie swoim ciałem. Nie wiedziałam, jak kraść. Nauczyłam się tego po jego śmierci.

Hamadi znalazła stałych klientów, a kiedy seks przestał wystarczać do zaspokajania potrzeb finansowych, zaczęła włamywać się ludziom do domów i kraść żelazne garnki.

Kilka lat później Hamadi wzięła udział w zajęciach MdM dla osób, które biorą heroinę. Gdy prowadzący wyjaśniał niebezpieczeństwa związane z wielokrotnym używaniem tych samych igieł, zdała sobie sprawę z tego, że jej partner wykazywał objawy zakażenia wirusem HIV. Niepokojąc się o siebie, zgłosiła się na ochotnika do testu. Wynik był dodatni.

– Cieszę się, że dowiedziałam się o tym, zanim pojawiły się kolejne problemy – mówi Hamadi. – Teraz używam leków przeciwretrowirusowych.

Życie Hamadi stawało się z dnia na dzień gorsze. Syn mieszkał z babcią, a ją coraz częściej pomijano w sprawach jakichkolwiek decyzji rodzinnych. Praca w charakterze prostytutki i złodziejki odcisnęła na niej swoje piętno. Coraz trudniej było jej wstrzykiwać sobie heroinę, ponieważ żyły na rękach i nogach miała już mocno zniszczone. Bardzo schudła.

Na szczęście dla niej to właśnie wtedy rząd Tanzanii zaczął konsultować się z międzynarodowymi darczyńcami, aby zaproponować narkomanom drogę wyjścia z uzależnienia.

Międzynarodowi darczyńcy zainteresowali się Tanzanią, ponieważ nałóg heroinowy ma duży związek z występowaniem wirusa HIV i choroby AIDS. Szacuje się, że 40% Tanzańczyków wstrzykujących sobie narkotyki to nosiciele wirusa HIV (na świecie nosiciele stanowią 5% narkomanów). Statystyki wyglądają jeszcze gorzej w przypadku kobiet stosujących igły. Ministerstwo Zdrowia Tanzanii szacuje, że 2/3 z nich są nosicielkami wirusa HIV.

Te alarmujące dane wynikają częściowo z niepokojącej praktyki zwanej flashblood. Polega ona na tym, że narkoman wstrzykuje sobie heroinę, pobiera strzykawkę krwi i podaje ją koledze. Dzięki temu ten drugi, którego nie stać na czystą heroinę, może poczuć lekkie narkotykowe uderzenie.

Spacer po wypełnionej heroinistami zaniedbanej dzielnicy Temeke, którą sami narkomani nazywają Sheratonem – bo naćpanie się jest jak pobyt w pięciogwiazdkowym hotelu – daje wyobrażenie o tym, jak popularna jest praktyka dzielenia się krwią zmieszaną z heroiną. Uzależnieni błądzą oszołomieni z przymocowanymi do bezwładnych ramion wypełnionymi strzykawkami, z wybałuszonymi oczami i rozdziawionymi ustami.

W 2009 r. rząd Tanzanii zgodził się przetestować programy pomocy potrzebującym, w tym program wymiany igieł i program edukacyjny. Przedstawiciele rządu odwiedzili klinikę odwykową w Wietnamie, na której chcieli się wzorować.

– Wiedzieliśmy, że ten pomysł działa gdzie indziej – powiedział Frank Masao, który kieruje kliniką Muhimbili. – Nikt natomiast nie próbował tego tutaj, w warunkach Tanzanii, czy w ogóle regionu Afryki Subsaharyjskiej.

Decyzja o rozpoczęciu programu terapii metadonem była łatwa dla PEPFAR.

– Metadon to niedroga, a bardzo skuteczna alternatywa – twierdzi Rettmann. – I jest już na liście najważniejszych leków, więc jego eksport do kraju nie był trudny.

Od 2009 r. PEPFAR wydał w Tanzanii 15 mln dol. na pracę z uzależnionymi przyjmującymi narkotyki dożylnie. Znaczna część tych pieniędzy została przeznaczona na leczenie metadonem.

Metadon, syntetyczny opioid sklasyfikowany jako środek nieuzależniający, działa poprzez zmniejszenie głodu heroiny. Zwykle podaje się go w postaci płynnej, a dawka ustalana jest na podstawie postrzeganego poziomu fizycznego uzależnienia. Metadon tłumi również niesławne symptomy odstawienia heroiny, znane w języku suahili jako arosto.

– Nie możesz spać, nie możesz jeść. Masz skurcze brzucha i biegunkę – mówi Masao. – Większość heroinistów chce przestać, ale nie może właśnie z powodu tego bólu.

Rozstanie się z nałogiem bez znalezienia substytutu jest piekłem.

– Porzucenie nałogu bolało tak, jakby moskity wdzierały mi się pod skórę – wspomina Happy Assan, 35-letnia kobieta, drżąc na wspomnienie jednego z najgorszych dni w życiu. – Teraz, kiedy się budzę, najpierw myślę o klinice. Uwielbiam ją.

Assan jest dumna, że dzięki programowi metadonowemu w Muhimbili nie dotknęła heroiny w ciągu trzech ostatnich lat. Po latach nielegalnego sprzedawania perfum na ulicy została ostatnio zatrudniona w TaNPUD, krajowej grupie wsparcia zajmującej się sprawami nadużywania substancji. Prowadzi także cotygodniową grupę wsparcia dla pacjentek przyjmujących metadon.

Terapia metadonem ma również swoich krytyków, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę czas trwania leczenia. W 1998 r. burmistrz Nowego Jorku, Rudolph Giuliani, powiedział, że metadon jest jak „zastępowanie jednego uzależnienia drugim”, ponieważ pacjenci potrafią przyjmować go przez dekady.

Badacze tacy jak Tuchman uważają, że skupienie się na wadach metadonu podważa jego udowodnioną opłacalność ekonomiczną.

– 40 lat badań potwierdza tę skuteczność. Porównuję czas leczenia metadonem do leczenia osób z cukrzycą: kiedy już zaczną przyjmować insulinę, wymagają codziennych, regularnych dawek.

Gdy w 2011 r. klinika Muhimbili została otwarta, Masao mówił o przyjęciu 150 pacjentów. Jednak zapotrzebowanie na metadon szybko wzrosło, ponieważ heroiniści z całego miasta szukali alternatywy dla swojego nałogu.

W ciągu roku klinika uzyskała fundusze w wysokości 500 tys. dol. na otwarcie dwóch kolejnych oddziałów w innych częściach miasta. Przez następne cztery lata ponad 2000 narkomanów zażywających heroinę rozpoczęło program metadonowy. Wg Masao 60% z nich było w stanie utrzymać codzienny ścisły reżim.

Jednym z powodów, dla których klinika otworzyła dodatkowe oddziały, była chęć sprawdzenia, czy uda się zainteresować ofertą leczenia kobiety. Masao przyznaje, że rekrutacja kobiet do Muhimbili i zatrzymanie ich tam nie należą do łatwych zadań. Tylko jeden na 10 pacjentów kliniki to kobieta.

Młodsza klinika, Mwananyamala, dysponuje miejscami wyłącznie dla kobiet, również tych prostytuujących się. Ponadto przyjmowane są nie tylko osoby, które wstrzykują sobie heroinę. Kobiety wprowadzające ją do organizmu przez nos również znajdują się w grupie podwyższonego ryzyka zarażenia wirusem HIV. W wyniku tych zmian ponad 30% pacjentów to kobiety.

Oprócz możliwości przyjmowania metadonu pacjenci mają zapewniony pełny dostęp do usług obejmujących opiekę nad zdrowiem psychicznym i fizycznym.

– Lubimy kompleksowo zajmować się naszymi podopiecznymi – mówi Masao. – Wiemy, że kiedy tu przyjeżdżają, robią to nie tylko dla metadonu. Wielu heroinistów zmaga się z psychologiczną traumą, którą personel szpitalny pomaga leczyć. Ponadto mogą tu otrzymać leki na HIV.

Zespoły publicznej służby zdrowia z wielu krajów Afryki – w tym z Mozambiku, Kenii i Nigerii – przyjeżdżają, aby poznać sukces holistycznej metody stosowanej w Muhimbili.

Rok po otwarciu kliniki Hamadi zainteresowała się jej działalnością. Zauważyła, że pracują tam jej znajomi, byli narkomani. Wielu z nich wyglądało zdrowiej. Pracownicy Muhimbili zachęcili ją do przyjmowania metadonu (klinika Mwananyamala jeszcze nie była otwarta).

Przez kilka tygodni Hamadi rzetelnie płaciła 800 szylingów (pół dolara) za bilety autobusowe, aby codziennie rano przed godziną 11.00 odwiedzać klinikę. Od razu zauważyła lepsze samopoczucie. Jednak zaledwie miesiąc po rozpoczęciu terapii Hamadi zniknęła.

– Myślałam, że jeśli przestanę przyjmować metadon, przestanę też przyjmować heroinę – mówi zawstydzona, unikając kontaktu wzrokowego. – A trzeciego dnia zaczęłam ponownie odczuwać ochotę na narkotyk. To tak jakby miał diabelską moc.

Pacjentom niezwykle trudno jest utrzymać codzienny reżim leczenia metadonem, w jakimkolwiek miejscu na świecie. Wiąże się to z oczywistymi wyzwaniami logistycznymi – np. wizytą w klinice każdego dnia, co jest szczególnie trudne, jeśli droga jest daleka lub niewygodna.

Przez pierwszych kilka miesięcy leczenia metadonem lekarz może zmieniać dawkę. Wg Tuchman zbyt mała porcja metadonu może przyczynić się do powstania głodu heroinowego przed następnym planowanym leczeniem. Może być również tak, że pacjent nie jest gotowy psychicznie i fizycznie na gwałtowną zmianę swojego życia.

– Istnieje współzależność pomiędzy zażywaniem heroiny i odstawieniem substancji – mówi Jessie Mbwambo, psychiatra z kliniki Muhimbili. – Trzeźwienie nie jest proste, nie idzie od punktu A do punktu B. Pacjenci wykonują kroki w przód i w tył, tam i z powrotem. W heroinę, z heroiny, w metadon i z metadonu – dopóki nie są naprawdę gotowi.

Kobiety takie jak Hamadi muszą stawić czoła jeszcze innym wyzwaniom. W większości miejsc, w tym w Dar es Salaam, kobiety uzależnione od heroiny są poniekąd naznaczone.

– Kobiety powinny być dobrymi matkami, żonami i córkami – zauważa Tuchman. – Pacjentki niekiedy wstydzą się przyjść do dużej kliniki.

Plenerowe Muhimbili może być zaproszeniem dla narkomanów szukających wspólnoty, ale może również odstraszać ludzi ceniących sobie anonimowość.

Kiedy reporterzy z Al Jazeera po raz pierwszy spotkali się z Hamadi pod koniec 2013 r., jej wspomnienia dotyczące metadonu były mocno zatarte. Pewnego słonecznego październikowego poranka obudziła się, jakby rażona prądem. Potrzebowała działki. Zarzuciła na siebie pomarańczową kangę, wyszła z domu i w Sheratonie dla narkomanów spotkała się z kilkunastoma osobami. Sklepikarze zwykle przymykają oko na nielegalne działania, a gdy jej dziecko zaczęło płakać, jeden z narkomanów zaczął je uciszać.

Znajomy Hamadi dyskretnie zmieszał w strzykawce brązowy proszek z wodą. Proszek przypominał mielony kumin. Hamadi miała niewiele żył, gdzie można było wbić igłę, więc narkoman pomógł jej ostrożnie wstrzyknąć heroinę w szyję. Szybko zaczęła odpływać, a na twarzy pojawił się nieśmiały uśmiech.

Obok dwóch narkomanów praktykowało flashblood. Jeden z nich, 25-letni Juma Omari, powiedział, że miał odlot, jakby był w Stanach. Podciągnął koszulkę, aby pokazać tatuaż ze Statuą Wolności.

Grupa starała się zachować pozory bezpieczeństwa. Narkomani dzielili się obowiązkami: zamiatali resztki po wykorzystanych akcesoriach, aby dziecko nie stanęło na zużytą igłę. MdM, którego personel w dużej mierze składa się z byłych narkomanów, daje im czyste strzykawki co tydzień. Pracownicy społeczni odwiedzają czasami Sheraton, aby przypominać o tym, jak bezpiecznie korzystać z igieł.

Hamadi wróciła do nałogu, ale starała się zmieniać swe życie na lepsze. Niedługo po tamtym poranku została pracownikiem społecznym w MdM i zaczęła uczyć innych o niebezpieczeństwach praktykowania metody flashblood oraz dzielenia się igłami. Postanowiła poprawić relacje z rodziną. Zaczęła umawiać się z Saidem Mohamedem, który przyjmował metadon i delikatnie zachęcał ją, by dała terapii kolejną szansę.

Kilka miesięcy później Hamadi zdecydowała się na ten krok. Zamiast obudzić się i iść do Sheratonu, skierowała się w stronę Muhimbili. Całe 90 minut na piechotę. (Tam zarejestrowała się za pierwszym razem, nie mogła więc przenieść się do kliniki Mwananyamala). Z czasem zaczęła wyglądać coraz lepiej. Jej uśmiech stał się nieco jaśniejszy. Wszyscy mieli nadzieję, że tym razem wytrwa w leczeniu.

Jednak po siedmiu miesiącach heroina znów skusiła Hamadi. Dziennikarze z Al Jazeera poprosili innego pacjenta Muhimbili, aby miał na nią oko. Kilka dni później napisał: „Nie ma jej od tego czasu! Bardzo mi przykro, ponieważ nie brała już metadonu od 10 dni. Znam ten ból, gdy brakuje metadonu, więc pewnie wróciła do narkotyków”.

Wielu znajomym Hamadi metadon zmienił życie.

– Metadon wyciągnął mnie z moich problemów – mówi Mohamed, chłopak Hamadi. – Powiedziałem jej: „Lecz się metadonem, kochana, abyś mogła się zmienić. Chcę, żebyśmy żyli jak rodzina”.

2 Komentarze

  • RICARDO HEURTLEY

    A masterpiece.

  • Chidindu Mmadu-Okoli

    Wow! Insightful piece. This story opened my eyes to learning clearly that: -- Drug abuse is first, an issue of public health concern. Just look at how heroin usage (flashblood) has very correlation with HIV/AIDS? --NO solution is perfect and could be seen from a zig-zag perspective, as with Hamadi's story. -- This story highlights the problem of heroin addiction from both perspectives of the common gender lens. I am sharing with all my friends!

Typ artykułu: pozytywny dewiant

Typ artykułu: trwający eksperyment